"Klub Miłośników Gier RPG"

KRONIKA

Komentarz Mistrza Gry:
Pragnę poinformować wszystkich zaniepokojonych Czytelników, że w czasie niniejszej sesji RPG nie ucierpiały żadne Zwierzęta, Stwory ani inne Postaci Człekopodobne, a wszelkie podobieństwo do Sz. Potworów istniejących naprawdę jest całkowicie przypadkowe...
Cała historia wydarzyła się jedynie w wyobraźni Członków Drużyny... ;)

Długa droga i potwór...

Zaczął się straszliwy rok...
Rok, w którym najbogatsi stali się biedni...
Był to rok nieurodzaju, zboże na polach nie rosło było mało słońca i mało deszczu.
Nic, nawet najprostsze do wyhodowania rośliny nie rosły...
Wszyscy mówili, że nadchodzi koniec świata.
Na szczęście ludzie przeżyli...
Na dodatek, w następnym roku, o tym się już nie mówiło.
Cała historia zaczyna się w starej karczmie...

Pewnego spokojnego dnia (tak się tylko zdawało), przybyła do karczmy "Wiszący Ogród" pewna grupa podróżnych chcšcych zaczšć nowš przygodę.
Byli oni odmiennej rasy i wpływało to na ich stosunek rozmowy. Między innymi byli elfy, ludzie i krasnoludy.
Jednš z pierwszych osób do której podeszli, był handlarz broniš. U niego oczywiście nabyli broń.
Następnie ich drogi się rozeszły w różne zakamarki karczmy...
Godaya zaczęła szukać ciekawych ogłoszeń na temat jakchś potworów lub zadań za odpowiednią sumkę.
Z ogłoszeń mniej ciekawych to między innymi:
  • "Wynajmę osła ofiarnego"
  • "Odświeżająca kąpiel w morzu"
    I wiele innych
    Najciekawszš informacją było to, że na zachodzie znajduje się potwór.
    Wszystkiemu przyglądał się Krasus, który szybko zaskoczył i podszedł do karczmarza:
  • Witaj karczmarzu! Czy wiesz coś na temat tego ogłoszenia z tym potworem??? - spytał Krasus z zaciekawieniem.
  • Czy ja coś wiem? Może i tak, ale za mało, żeby o tym rozpowiadać, bo sam tego nie sprawdziłem, ale z tego co słyszałem i widziałem, to mówili o tym potworze, że jest niebezpieczny i atakuje każdego, kto mu wejdzie w drogę... - powiedział karczmarz - Dodatkowo widziałem osoby, które tam były... Wyglšdały, jakby ich z lochów wypuścili. Hehehe... - i karczmarz się schylił, by podnieść szmatę, którą polerował ladę.

  • Krasus cały podniecony tą opowieścią wyszedł ochłonąć przed karczmą.
    Za nim wyszedł Albrecht i Revendir. Albrecht poszedł do lasu kompletnie sam, aż po chwili zobaczył starca siedzącego pod drzewem, mającego przy sobie koszyk z grzybami (nie byle jakimi).
    Starzec, zobaczywszy Albrechta, spytał się go:
  • Witaj, drogi wędrowcze!
  • Czego szukasz w ciemnym lesie kompletnie sam??? Może chciałbyś kupić grzybka??? - powiedział z podstępnym śmieszkiem…
  • Nie, dziękuję. - grzecznie odpowiedział.
  • Nie chcesz grzybka z białymi kropeczkami na kapeluszu??? - starzec wstał.
    Wysoki na dwa metry Albrecht w panice zaczął uciekać. Udało mu się, ale wrócił zasapany i zmęczony. Spojrzał, kto stoi przed karczmą. Zobaczył tam Godayę, Magnusa, Krasusa i Revendira. Zmęczony usiadł przed karczmą i czekał.
    Po chwili usłyszeli tupot konia. Poczekali, a po chwili z lasu wyjechał Rycerz na koniu. Przed karczmą szkapa zdechła. Rycerz otrzepał się z piasku i wstał ze swojego konia. Miał tylko połowę zbroi i był tak zmasakrowany, że żal było patrzeć. Szedł pewnym krokiem do karczmy, lecz po chwili do niego podbiegł Krasus i powiedział:
  • Witaj, szlachetny Rycerzu! Skąd przybywasz???
  • Grrrrr... - odpowiedział z niechęcią Rycerz.
    Krasus sobie potem odpuścił, ale po chwili pojawił się Magnus i zaczął bronić kumpla.
  • Mój kolega zadał tobie pytanie! Zechciej na nie odpowiedzieć!!!
    Ten nie wytrzymał tego i złapał go za nadgarstek tak mocno, że zaczęła puchnąć. Po chwili rzucił nim w osobę, która stała najbliżej. Wszedł do karczmy i usiadł koło lady.
    Krasus usiadł koło niego i zapytał po cichu karczmarza:
  • Kto to jest i jak zachęcić go do mówienia???
    Na to karczmarz:
  • Nie znam go, ale od jakiegoś czasu tu przychodzi się przespać i najeść.
  • A zmusić go do gadania jest łatwo, wystarczš dziewki i talerz pełny jedzenia.
  • Dziewką nie jestem, ale zapłacę za posiłek dla niego i butelkę wina. - powiedział Krasus.
    Rycerz zjadłszy posiłek zaczął mówić o swojej przygodzie:
  • Jechałem przez las i zobaczyłem jakąś osobę. Myślałem, że to rozbójnik, ale potem okazało się,
  • że to był potwór, który jest opisany w tym ogłoszeniu.
    Po opowiedzeniu tej historii wziął butelkę wina zaczął pić. Po chwili upadł na ziemię i umarł. Nikt, oprócz nas, nie zwrócił na to uwagi, więc wyszliśmy z karczmy.
    Kiedy zebraliśmy się na dworze, postanowiliśmy pójść na zachód do potwora.
    Po kilku/kilkunastu minutach doszliśmy do miejsca, w którym chcieliśmy rozbić obóz. Ale po chwili Revendir zobaczył ognisko kilka metrów dalej. Poszedł tam, a za nim udał się Albrecht. Reszta miała za chwilę dołączyć.
    Revendir zobaczył ranną osobę przy ognisku. Podszedł do niej i zapytał:
  • Witaj! Czy mogę Tobie pomóc???
  • Yyyyy... - odpowiedział nieznajomy.
    Zaczął opatrywać ranę, lecz po chwili zobaczył, że jego noga zaczęła szybko się goić i obrastać sierścią.
    Na szczęście w pobliżu był Albrecht. Skoczył na niego i zadał pierwszy cios. Okazało się, że to był wilkołak. Revendir wyciągnął topór i stanął do walki. Reszta grupy dołączyła do nich i wyciągnęli swoją broń. Krasus i Godaya zaczęli strzelać z kusz. Jeden bełt trafił w wilkołaka, a drugi w drzewo. Wilkołak zawył z bólu i skoczył na Revendira. Nie wiedząc, co się dzieje, Revendir będąc pod wilkołakiem walnął go toporem w twarz, po czym wstał, wziął topór i uderzył wilkołaka w kręgosłup. Wilkołak był już na tyle zmęczony, że już nie mógł walczyć. Padł na ziemię.
    Evolyn zapaliła swój kij i rzuciła nim w wilkołaka, który w mgnieniu oka spalił się.
    Koniec sesji pierwszej...


    Michał Weber, kl. I gimnazjum (08.05.2008.)
    ciąg dalszy...

    Po ostatecznym pokonaniu wilkołaka, znaczy się spaleniu, drużyna postanowiła pozostać na miejscu walki.
    Evolyn usiadła pod drzewem ciesząc się smrodem zwęglonego potwora, Godaya zajmowała się ocalałym bełtem, Krasus podziwiał pozostałości po monstrum wraz z Revendirem, Magnusem i Eldinem.
    Natomiast Albrecht ruszył w samotna przechadzkę nie informując o tym drużyny. Szedł przed siebie, gdy nagle ujrzał spore zgromadzenie kruków krążących nad lasem. Postanowiwszy zobaczyć to, co zainteresowało ptaki.
    Po krótkim spacerku dotarł na niewielka polanę, na której odnalazł pozostałości po wozach. Gdzie okiem sięgnąć leżały trupy ludzi i koni oraz wraki porozbijanych wozów. Przeszukał 3 wozy, bo tylko tyle ich było.
    Znalazł 3 srebrne monety, niewielkie to znalezisko, ale zawsze coś.
    W pewnym momencie zbliżył się do kupy poszarpanych i zakrwawionych szmat, usłyszał jęk. Z przerażeniem uciekł z powrotem w stronę wieczornej walki, gdzie pozostała drużyna. Gdy wreszcie dopadł do miejsce poinformował jedynie (nie pamiętam imienia postaci)Oskara.
    Ruszyli wiec razem na polankę.
    Reszta drużyny zauważywszy to ruszyła za nimi, ciekawa, dokąd to oni zmierzają.
    Tak doszli na polankę otoczoną lasem.
    Albrecht zaprowadził ich na polankę, wszyscy z drużyny oprócz Godayi i Evolyn rzucili się na jęczące i zakrwawione szmaty. Wyszarpując sobie je nawzajem.
    Evolyn oczyma jeno przewróciła i delikatnie, w razie czego by rannego nie poturbować, szmaty odgarnęła.
    Ich oczom ukazał się człowiek wieku średniego, nie starzec, ale i nie młodzian. Był ciężko ranny, zaczęli go opatrywać. Zrobili nawet noszę. Postanowili pozostać na miejscu, gdyż Godaya znając się na tropach stwierdziła, iż napastnicy pojechali w kierunku, z którego przyszli.
    Po krótkiej kłótni rozpalili ognisko i kawałki po zabijanych koni piec zaczęli.
    Evolyn nie za bardzo interesując się rannym, wyjęła wcześniej zakupione wino, kilka łyków z butelki pociągnęła i skropiła lekko koninę.
    W tym czasie Krasus wspiął się na drzewo wypatrując jakiegoś dymu, lecz jedyne, co dojrzał to las i malując się w oddali wierzę.
    Szybko zszedł z drzewa i poinformował o tym zajmujących się rannym.
    Magnus zaczął szperać po kieszeniach człowieka, znalazł dwa pergaminy. Na jednym widniała mapa, a na drugim cos na kształt ogłoszenia.
    W tym momencie Godaya nie mogąc wytrzymać faktu, iż ranny może uschnąć z pragnienia. Wlała kilka kropel wody, po którą wcześniej poszedł Albrecht.
    Przez ten czas Magnus przepisał mapę i ogłoszenie, podał oryginały Evolyn, a ta wsunęła je zręcznie człowiekowi za pazuchę.
    Ów człowiek po krótkiej chwili jako tako odzyskał przytomność. Szeptać coś zaczął, gdyż wycieńczony był bardzo, mimo zatamowania krwotoku mchem.
    Godaya prawie, że stykając się uchem z ustami rannego usłyszała jedynie kilka słów: Pieniądze, złoto, narzeczona, zamek. Gdy tak zastanawiała się jak to posklejać w logiczna całość, ranny zmarł.
    Najpierw zrobił się blady, potem szary, aż wreszcie rozsypał się w proch.
    Zdumienie odmalowało się na wszystkich twarzach.
    W tym czasie Evolyn zabrała się za pożeranie koniny, nieszczególnie interesując się tym, iż człek rozsypał się w popiół.
    Magnus, Krasus, Eldril, Eldin i Revendir zaczęli się kłócić o to czy pochować i w jaki sposób to zrobić.
    Postanowiono w końcu, że zwinie się prochy w szmatę i zakopie.
    Już mieli zasypywać dół, gdy szmaty z prochami zaczęły się ruszać. Eldril przeskoczyła na druga stroję dziury, umykając kawałek.
    Wtem z pomiędzy szmat wyłoniła się mysz polna, lecz nikt nie wiedział jak ona się tam znalazła.
    Wreszcie zakończono obrzędy pogrzebowe, dość nietypowym pożegnaniem. Na odchodnym Eldin rzekł "Do zobaczenia", reszta grupy przełknęła głośno ślinę, bo któż to wie czy te słowa nie były prorocze?
    Zaczęła się narada. Drużyna ustaliła, iż pójdą do owej wierzy. Każdy więc zjadł po swoim kawałku koniny. Zagasili ognisko, zebrali się i ruszyli przez las. Po godzinie drogi wyszli na polanę, na której stała wieża otoczona murem warownym. Przy bramie nie było strażników, co zdziwiło ogromnie drużynę. Wymieniać swoje zdania zaczęli, a w tym czasie zza bramy wyłonił się szlachcic. Szedł krokiem wolnym, nie spiesznym. Nie miał straży ni broni. Evolyn nie zważając na resztę grupy, ruszyła wolnym krokiem w stronę szlachcica. Reszta drużyny, oprócz Godayi, wypadła z lasu z krzykiem i popędziła za Evolyn. Ta wymieniła kilka zdań ze szlachcicem, zapewne dłużej by gawędziła gdyby nie zgraja. Zaczęli zadawać pytania, niektóre wyjątkowo nie taktowne. Wreszcie, gdy, szlachcic doszedł do głosu zaprosił ich na posiłek. Przeszli wiec bramę, i weszli do środka. Szlachcic wyprzedził ich znacznie. Znikł im z oczy na zakręcie korytarza. Gdy zaś Eldril chciała się czegoś zapytać szlachcica, ten znikł. Pozostawiając zdumiona drużynę samej sobie. Tym czasem na zewnątrz dalej stała w cieniu Godaya. W tym momencie z najwyższej wierzy zaczęła się rozprzestrzeniać jasno niebieska kula. Wreszcie pochłonęła cały zamek..

    To Be Contynued...

    Aneta Kokot, kl. I gimnazjum (08.05.2008.)
    ciąg dalszy...

    Grupa chciała jeszcze zostać na odpoczynek w wiosce, w której miała poprzedni problem do rozwiązania. Jednak kowal, który dał im zeszłym razem uzbrojenie w nagrodę za rozwiązanie poprzedniego problemu, mówi o kolejnym problemie w wiosce: metal staje się dziwnie „ciekły” nie nadający się do kucia. Do pomocy im opowiada historię swego dziadka o kopalni, w której kiedyś zachodziły dziwne rzeczy. Dziadek widział raz potwora, który atakował innych pracowników. Kowal podejrzewa, że potwór ma coś z tym wspólnego. Wskazuje też grupie drogę do kopalni i daje pierścień (którego domagał się ostatnio smok) mówiąc, że na pewno się przyda do tajemniczego przejścia w kopalni. Grupa więc, zebrawszy swe rzeczy udaje się w miejsce, gdzie kowal im kazał. Podczas drogi Eldin zaczął się popisywać i uciekł do lasu. Zaatakował go tam niedŸwiedŸ. Grupa pobiegła do lasu i rozpoczęło się polowanie. Wszyscy ocaleli. Po polowaniu noc spędzili w lesie. Nazajutrz udali się do kopalni. Było w niej bardzo ciemno. Mimo wszystko udało im się pokonać ciemności i tajemnicze przejścia. W końcu dotarli do rozdwojenia tuneli. Z jednego szło ciepłe powietrze a z drugiego chłodne. Żeby nie tracić czasu podzielili się na dwie grupy i jedna poszła do ciepłego, prawego tunelu, druga do lewego i chłodnego.
    Członkowie wyprawy z tunelu prawego zauważyli, że na ścianach wewnątrz tunelu jest coś bardzo dziwnego. Żeby to przetestować, wzięli próbkę dziwnej substancji. W końcu wywnioskowali, że był to ten ciekły metal. Chcieli się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, więc poszli dalej w stronę światła. Tam Eldril zauważyła jakieś pomieszczenie i poszła zobaczyć co tam się dzieje. Były tam dziwne potwory i tajemnicza postać w kapturze. Zauważywszy Eldril, rzucili się na nią i pozostałych przybyszy. Eldril z Godayą bardzo szybko pokonały potwory. Evolyn próbowała pokonać postać w kapturze, lecz było to trudne. W końcu zdjęła mu kaptur z głowy i okazało się, że nikogo już tam nie ma. Pozostał jedynie płaszcz, więc przejrzała jego kieszenie i wyjęła z nich jakiś palec od figury.
    Tymczasem druga grupa dostała się do lewego, chłodnego tunelu. Gdy weszli do środka jaskini, usłyszeli jak zasuwa się za ich plecami wielki kamień, zamykając drogę powrotu. Prawie nic nie było widać. Po chwili dopiero ujrzeli figurę dwóch krasnoludów stojących naprzeciw siebie. Przyjrzeli im się lepiej i zauważyli, że jeden z nich nie ma palca. Domyślili się wtedy, że to była brama do dalszych etapów. By iść dalej, trzeba było nałożyć pierścień na brakujący palec. Próbowali więc go znaleŸć, lecz nie było to łatwe. Po dokładniejszym szukaniu Elisa zauważyła ślady jakiegoś dziwnego zwierzęcia prowadzące w kierunku ściany i urywające się nagle tuż przed nią. Pozostali nic innego nie znaleŸli . Postanowiono nałożyć pierścień drugiemu krasnoludowi, lecz jego palce były tak zacięte, że nie udało się. W tym momencie przed ich grotę przybiegła reszta grupy. Członkowie będący w potrzasku, uradowani, zaczęli wołać do nich aby pomogli im odsunąć głaz. Wspólnymi siłami udało im się to. Byli już całą grupą w komplecie. Oswobodzeni uczestnicy wyprawy spytali drugich, czy znaleŸli coś takiego dziwnego jak palec od figury. Część grupy ze zdziwienia milczała, a Evolyn nie chcąc się przyznać, powiedziała „nie”.

    Co dalej się stanie dowiemy się na następnej sesji RPG.
    Dziękuję.

    Joanna Piotrowska, kl. I gimnazjum (08.05.2008.)
    Na kolejnej sesji RPG postanowiono opuścić obecną przygodę i zacząć od nowa, ze względu na dojście nowych "bohaterów".
    Wystartowaliśmy w karczmie "Krótki żywopłot". Kupiliśmy broń, zapasy żywności i otrzymaliśmy informację o potworze żyjącym w kanionie (chyba tylko z pomocą Godayi i Krasusa).
    Eldril, jak zwykle postrzelona, zaczęła łapać motyle i przypadkowo ogłuszyła kupca.
    Odwiedził nas również stary (lecz silny) rycerz, od którego dowiedzieliśmy się co nieco o potworze (niestety, zamówiłem mu wino i gdy rycerz wypił... zmarł).
    Tymczasem Albrecht szukał grzybów, znalazł tylko starucha proponującego czerwone nakrapiane grzybki... Albrecht oczywiście zwiał. Zaś w karczmie Eldin próbował okraść karczmarza, co się nie udało. Podobnie jak wyprawa 20 jeźdźców (sił chaosu).
    Następnie udaliśmy się na zachód w poszukiwaniu kanionu (i potwora). Prawdopodobnie go zabiliśmy, ale to było w lesie, a nie w kanionie, wiec mogliśmy zabić cokolwiek innego...

    Michał Targosiński, kl. VI SP (10.11.2007.)
    Pierwsze zebranie RPG w naszej szkole było nienajgorsze.
    Na początku zebrania było trochę bałaganu związanego z tworzeniem nowych postaci. Po jakimś 30 minutowym wybieraniu, tworzeniu i dogrywaniu się była ta część bardziej praktyczna.
    Zaczęło się od słów MG (Mistrza Gry): "niewiadomo jak, gdzie, kiedy i z jakiej przyczyny grupa młodych przedstawicieli różnych ras znalazła się na jakiejś polanie w środku lasu...".
    Potem sytuacja się rozkręciła.
    Emila (nie pamiętam imion, które są w grze, więc będę używał imion prawdziwych) była zdenerwowana nie wiadomo czym i rzucała wszystkim co było poręką.
    Chwilę po tym Oskara porwały jakieś niezidentyfikowane zielone stworki i porozumiewały się w następujący sposób: "fquafqulinabu (...)" (gdyby ktoś miał dla nich nazwę to byłoby fajnie).
    Większość ruszyła w pościg za nim, aby go uwolnić, a Michał poszedł polować na wilki (hm... robi się ciekawie). Zanim zdążył się namyśleć co on właściwe robi, wpadł na potężnego niedźwiedzia. Po doznaniu obrażeń Michał znalazł jakąś roślinę i ją zjadł.
    Tak skończyła się gra.

    Jan Dzierżanowski, kl. I gimnazjum (01.10.2007.)
    Koło Miłośników Gier RPG

    Powrót